Konferencja generalna
A teraz widzę
Konferencja Generalna, październik 2025


17:23

A teraz widzę

Wpływ, jaki Księga Mormona wywarła na moje życie, jest dla mnie nie mniejszym cudem niż nałożenie śliny i błota na oczy ślepca.

Z nieudawaną miłością przyłączamy się do hołdu złożonego przez Prezydenta Oaksa zmarłemu Prezydentowi Russellowi M. Nelsonowi. Z równą miłością i głębokim smutkiem przyjęliśmy wszyscy tragedie, które niedawno wydarzyły się w Michigan, a niemal codziennie zdarzają się na całym świecie. Przyjmujemy te rzeczy z miłością i ufnością w Pana Jezusa Chrystusa.

W dziewiątym rozdziale Ewangelii Jana opisane jest doświadczenie Jezusa i Jego uczniów, którzy przeszli obok żebraka niewidomego od urodzenia. To skłoniło uczniów do zadania Jezusowi kilku złożonych pod względem religijnym pytań dotyczących pochodzenia i przyczyn ułomności tego mężczyzny. Mistrz zareagował na to w bardzo prosty i bardzo zaskakujący sposób. Splunął na ziemię i ze śliny uczynił błoto. Następnie nałożył to błoto na oczy mężczyzny, polecając mu, aby obmył się w sadzawce Syloe. Wszystko to niewidomy człowiek posłusznie uczynił i „wyszedł z odzyskanym wzrokiem”, jak podają pisma święte. Jakże ważne są dowody, w przeciwieństwie do życzeń, argumentów, a nawet złośliwości sprzeciwiających się prawdzie.

Cóż, wrogowie Jezusa, obawiając się, że ten cud ponownie zwiększy zagrożenie, jakie Jezus stanowił dla ich domniemanego autorytetu, skonfrontowali się z nowo widzącym mężczyzną i powiedzieli w gniewie: „My wiemy, że [Jezus] jest grzeszny”. Mężczyzna słuchał przez chwilę, po czym rzekł: „Czy jest grzeszny, nie wiem: to jedno [jednak] wiem, że byłem ślepy, a teraz widzę”.

Jezus nadał pierwsze znaczenie temu dialogowi, mówiąc Swoim uczniom, że stało się to wszystko, „aby się […] objawiły dzieła Boże”. Pamiętajcie, że w tej historii działanie Zbawiciela dwukrotnie zostało określone mianem swego rodzaju „pomazania”, czyli „namaszczenia” oczu niewidomego, a czynność ta miała być dopełniona przez obmycie. Ten opis „[objawiających się dzieł Bożych]” może sugerować początek swego rodzaju obrzędu.

Kolejną z oczywistych tutaj prawd są narzędzia, których użył Stwórca nieba i ziemi i wszystkiego, co się w nich znajduje, aby dokonać tego cudu: ślina i garść ziemi! Te mało prawdopodobne składniki świadczą o tym, że Bóg może nas błogosławić jakąkolwiek metodą zechce. Podobnie jak Naaman, który opierał się rzece Jordan lub dzieci Izraela odmawiające spojrzenia na węża na drzewcu, jakże łatwo jest nam odrzucić źródło naszego odkupienia, ponieważ składniki i narzędzia wydają się żenująco proste.

Pamiętamy jednak z Księgi Mormona, że niektóre rzeczy są zarówno proste, jak i cenne, i że przed narodzeniem Jezusa proroctwo głosiło, że „nie [będzie] miał postawy ani urody, które by pociągały nasze oczy, i [wyglądu], który by nam się mógł podobać”. Jakże często Bóg wysyłał Swoje majestatyczne przesłanie poprzez nowo powołaną i bardzo zdenerwowaną prezydent Stowarzyszenia Pomocy lub poprzez niewykształconego chłopca na gospodarstwie w stanie Nowy Jork, nowo upieczonego misjonarza czy leżące w żłobie niemowlę.

Co z tego, że odpowiedzi na nasze modlitwy przychodzą w prosty lub zawiły sposób? Czy jesteśmy gotowi wytrwać i nieustannie starać się żyć zgodnie z ewangelią Chrystusa bez względu na to, ile śliny i błota będzie to wymagało? Może nie być dla nas zawsze jasne, co się dzieje i dlaczego, ale od czasu do czasu każdy z nas może poczuć się jak starsza siostra, która powiedziała: „Panie, a co byś powiedział na błogosławieństwo, które nie jest za czymś ukryte?”.

Rozważcie dowody dotyczące innej prawdy, tym razem związanej ze świętym kapłaństwem. Dokumentując zorganizowanie Kościoła w połowie czasów, Łukasz w pierwszym wersecie pisze: „I zwoławszy dwunastu, dał im moc i władzę”, dary, które nie są przyznawane na podstawie imponujących referencji ani nie są określane przez tradycję czy pierworództwo. Nie udziela ich żadna szkoła religijna ani teologiczne seminarium. Są one nadawane jedynie poprzez nałożenie rąk przez tego, na którego wcześniej nałożono upoważnione ręce, w nieprzerwanym łańcuchu wstecz do samego źródła wszelkiego boskiego upoważnienia, którym jest Pan Jezus Chrystus.

A w kościele, który rozumie dar miłosierdzia, czyż cudownym dowodem na jego prawdziwość nie byłoby zobaczyć, że te błogosławieństwa i przymierza trafiają do naszych zmarłych krewnych, do tych członków naszych rodzin, którzy odeszli przed nami? Czy powinni oni być ukarani za to, że nie mieli dostępu do ewangelii albo dlatego, że urodzili się w czasie lub miejscu, w którym boskie obrzędy i przymierza nie były dla nich dostępne? Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich posiada święte, poświęcone domy Pana, w których — każdego dnia i każdej nocy — dokonuje się pełnej miłosierdzia i zbawczej pracy w zastępstwie tych zmarłych, a także oferuje możliwość oddawania czci Bogu i obrzędy dla żyjących? O ile mi wiadomo, ten konkretny dowód na pochodzącą od Boga prawdę, Jego powszechną miłość do żywych i umarłych, nie jest znany nigdzie indziej na świecie — poza jednym kościołem, który w tej konkretnej kwestii demonstruje prawdę: Kościołem Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich.

Moje pierwsze poznanie prawdziwych dowodów prawdy, które sprawiło, że przejrzałem i tchnęło we mnie życie, nie miało nic wspólnego z namaszczeniem błotem ani sadzawką Syloe. Nie. Narzędzie prawdy, którym Pan mnie uzdrowił, objawiło się pod postacią stronic w księdze — tak, w Księdze Mormona. Kolejnym świadectwie o Jezusie Chrystusie! Zapewnienia tej księgi były atakowane i odrzucane przez pewnych niewierzących, których gniew często dorównywał tym, którzy mówili naszemu uzdrowionemu mężczyźnie, że nie mógł przecież doświadczyć tego, o czym sam wiedział, że doświadczył.

Mówiono mi, że sposób, w jaki powstała ta księga, był niepraktyczny, niewiarygodny, żenujący, a nawet bezbożny. Cóż, są to ostre słowa ze strony każdego, kto twierdzi, że zna sposób, w jaki ta księga powstała, choć jedynym tego opisem jest to, że została przetłumaczona „dzięki darowi i mocy Boga”. I to wszystko. To wszystko. W każdym razie wpływ, jaki Księga Mormona wywarła na moje życie, jest dla mnie nie mniejszym cudem niż nałożenie śliny i błota na oczy ślepca. Dla mnie jest ona prętem bezpieczeństwa dla mej duszy, transcendentnym i przenikającym światłem objawienia, iluminacją ścieżki, którą muszę kroczyć, kiedy nadchodzi ciemna mgła — co już miało miejsce i na pewno jeszcze się stanie.

A zważywszy, że otrzymałem z uniwersalnej miłości i zbawczej łaski mojego Zbawiciela, podzielę się z wami moim świadectwem, tutaj uzasadnionym, podobnie jak u nowo pobłogosławionych rodziców mężczyzny, którzy powiedzieli, że ich syn powinien zostać wysłuchany, ponieważ był „dorosły”. No cóż, ja też jestem dorosły. Sugerowali, że był w wieku, w którym można go było traktować poważnie. Ja też jestem w takim wieku. Za dwa miesiące będę obchodził 85. urodziny. Byłem o krok od śmierci i z powrotem. Przebywałem w obecności królów i proroków, prezydentów i apostołów. A co najlepsze, czasem doznawałem przemożnego uczucia od Ducha Świętego naszego Boga. Ufam, że mojemu świadectwu należy poświęcić tutaj uwagę choć w pewnym stopniu.

Bracia i siostry, całą duszą przekonałem się, że Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich jest prawdziwym przywróceniem Kościoła z czasów Nowego Testamentu — i nie tylko — ponieważ nie mogłem zaprzeczyć dowodom na to przywrócenie. Od czasu tych pierwszych doświadczeń miałem pewnie tysiąc — a może nawet dziesięć tysięcy — innych dowodów na to, że to, o czym dzisiaj mówię, jest prawdą. Cieszę się więc, że mogę teraz dołączyć do mojego przyjaciela znajdującego się na ulicach Jerozolimy, gdzie uniżonym głosem śpiewam:

Cudowna Boża łaska ta.

Zbawiła z grzechów mnie.

Zgubionym, grzesznym byłem ja,

Lecz teraz cieszę się.

W imię Jezusa Chrystusa, amen.